Zaczęło się
Uprzejmości się skończyły. Szybko. Kilka dni po rozmowie w gabinecie dyrektora I Programu Macieja Grzywaczewskiego dostaję pismo od dyr. Dejmka: „Szanowny Panie, w nawiązaniu do naszych rozmów…”, i padają terminy: „Zakończenie prac nad I wersją scenariusza do 31.07. br, (…) początek zdjęć II połowa października”. Ja go rozumiem, odpowiada za program. Słyszałem jak mówił: „mam dość tych gówien, chcę dać widzom coś wartościowego, co pozostanie na lata”. Świetny plan, ale dlaczego zaczął ode mnie? Oznacza, że w ciągu trzech miesięcy muszę skończyć scenariusz, a trzy miesiące później być gotowy do rozpoczęcia zdjęć. Na razie nie mam ani scenariusza i ekipy. Lubię przedsięwzięcia niemożliwe.
Zaczynam od listy reżyserów: wypisuję nazwiska, które uważam za najbardziej odpowiednie, choć nie wiem czy będą chcieli ze mną pracować. Powstaje druga lista: scenografów i trzecia: operatorów. Dość długie, ale już pierwszy telefon sprowadza mnie na ziemię. Pani scenograf pyta: „umowa z telewizją jest już podpisana?”. Jeszcze nie. „To zadzwoń, gdy zostanie podpisana”. Mówi przez nią doświadczenie. Zapewne parę razy spotykała się z propozycjami, które zaakceptowała, a potem zarząd TVP nie podpisał umowy z producentem i całe przedsięwzięcie wzięło w łeb. „Mądra dziewczyna” - myślę i skreślam jej nazwisko z listy; nie mogę pracować z ludźmi, którzy od początku mają wątpliwości. Na razie zgadza się kierownik produkcji Andrzej Stempowski. To ogromnie ważny człowiek w ekipie; starannie sprawdziłem jego rekomendacje. Do pokoju, który jeszcze zajmuję w telewizji, coraz częściej przychodzi Adek Drabiński. Wpada na kawę. Pracowałem z nim przez dwa lata przy „Sensacjach XX Wieku”.
Najważniejsza jest świadomość, że materiał zawarty w książce „Twierdza Szyfrów” nie wystarczy na 13 odcinków. Muszę dopisać drugie tyle. Poza tym akcja musi zostać bardzo poważnie przebudowana. Na przykład sposób podsunięcia polskiego szpiega Niemcom, jaki przedstawiłem w książce, jest zbyt skomplikowany dla filmu. Co ze scenami we Francji, Anglii, Moskwie i Ameryce?
Odkładam listy współpracowników. Jest początek maja. Licznik już bije. Wsiadam do samochodu i jadę do Czochy.
