Nowy początek
1 lipca. Zaproszenie do prezesa TVP Jana Dworaka przychodzi niespodziewanie. Kolejne zaskoczenie polega na tym, że w saloniku prezesa nie czekam ani minuty. Pojawia się refleksja "czy On wie, że urzędnicy w tej firmie każą czekać twórcom przez godzinę pod swoim gabinetem"?
- Zrezygnował pan z pracy w tv - właściwie stwierdza Dworak. - To ostateczna decyzja?
- Tam gdzie urzędnicy, których nazwisk nikt nie zapamięta, są ważniejsi od ludzi tworzących obraz tej firmy, nie widzę miejsca dla siebie - odpowiadam. - Przez miesiące walczyłem z urzędnikami o podstawowe warunki pracy mojego zespołu. Przegrałem, więc odchodzę.
- Dlaczego nie przyszedł pan do mnie?
- Za wysoko - patrzę na oko. Dziewiąte piętro.
- Ale nie odchodzi pan daleko. Projekt pana serialu bardzo mi odpowiada. Jeżeli wycofa pan wymówienie, producentem będzie telewizja. A gdy skończy pan pracę nad serialem powróci pan do pracy nad "Sensacjami XX wieku", zależy mi na tym programie.
- Dziękuję. Pozostanę przy swojej decyzji.
- Zaczyna pan pracę niezależnego producenta. To bardzo trudne, ale daje dużo satysfakcji.
Prezes Jan Dworak przez wiele lat był niezależnym producentem.To jak błogosławieństwo na trudną drogę.
Wracam do redakcji. Biurko jest zasłane zdjęciami aktorów. Ewa przygotowała kolejne propozycje. Coraz bardziej brakuje mi reżysera. Waldek Krzystek, na którego bardzo liczę, wciąż jest zajęty na planie zdjęciowym we Wrocławiu. Samemu bardzo trudno podejmować decyzje. Mimo to wyłaniają się kolejne postacie. Bogusław Linda byłby znakomity w roli Howarda Compeigne'a. Tak widzę tę postać. Nie wiem czy się zgodzi i czy budżet wytrzyma jego honararium Następnego dnia mam oddać scenariusz do Agencji Filmowej, która na tej podstawie zadecyduje o skierowaniu wniosku do zarządu TVP.
