Duch
PIerwsze załamanie przychodzi szybko. Plan zdjęciowy, którego ułożenie kosztowało dwójkę drugich reżyserów (Ewy Dejmek i Sławka Małyszko) wiele tygodni katorżniczej pracy, zaczyna się załamywać. Wszystko można było przewidzieć, ale nie pogodę. Zakładaliśmy, że w kwietniu w okolicy Książa zima już ustąpi. Dlatego w planie przewidziano wiele zdjęć w plenerze. A tu półmetrowy snieg na okolicznych polach blokuje dojazd do wybranych wcześniej miejsc zdjęciowych. W ruinach Starego Książa mamy kręcić sceny szkolenia cichociemnych, a nie ma mowy, aby cieżarówka ze światłem, samochód ciągnący agregat prądotwórczy, autobus-garderoba, busy z aktorami i ekipą mogły przedrzeć się przez zaspy. Jeszcze gorzej jest w Osówce. Tam co prawda droga przetarta, ale scena zastrzelenia Sauera wg scenariusza rozgrywa się na początku maja 1945 roku. Jak uzasadnić wysokie pryzmy sniegu przy drodze i zaśnieżone świerki? "Nie ma złej pogody, są tylko słabe nerwy". Udaje się zmienić plan i wycofujemy się ze Starego Książa. W Osówce zmieniam tekst aktora. Sauer mówi do Wolfa: "Początek maja, a tu tyle śniegu", a Wolf odpowiada "No cóż, jesteśmy w górach". Pierwsze problemy mijają więc prawie bezboleśnie. Duch w ekipie wspaniały, więc niegroźne nam żadne przeszkody.
Pojawia się jednak pęknięcie. Zauważm je, ale lekceważę. Oceniam, że szybko zasklepi się. Błąd. Pęknie niezauważalnie, podstępnie. Ujawni się z cała siłą dopiero po wielu miesiącach. Czas pęknięcia powoli nadchodzi.
jestem naprawdę niezmiernie ciekawy szczegółów nt. "pęknięcia".
Panie BW, niech nam nie każe Pan czekać długo na nowy wpis...
czy okaże się dlaczego Wolf zabił Sauera?
