Dokumentacja
To się nazywa dokumentacja, czyli sprawdzenie wszystkiego na miejscu.
Początek maja 2005 r. Po ośmiu godzinach jazdy z Warszawy dotarłem do Czochy. Daleko. A co będzie podczas zdjęć, gdy trzeba będzie dowozić aktorów i rekwizyty? Nie czas teraz o tym myśleć.
Leszek Łyszczarek, dyrektor zamku oraz Waldek Kleszcz, którego nazywają Misiek (wszyscy go lubią i szanują, będzie nieocenionym pomocnikiem) pokazują mi zamek i okolice. Wybieram komnaty, w których rozgrywać się będzie akcja. Cholera, wszystko jest w pionie, nie mieści się w poziomym kadrze filmowym. Zaglądam do studni, z której będą wychodzić komandosi. Głęboka, 32 metry, trzeba będzie budować specjalną konstrukcję i zabezpieczenia. Odjeżdżamy na wiele kilometrów od zamku. Ze wszystkich stron zasłaniają go drzewa! Tama leśniańska, zbudowana w 1905 roku, jest piękna. Przez nią w nocy komandosi będą przedostawać się do jeziora. Ale jak ją oświetlić? To wielki obiekt!
Tak, zamek i okolica są nadzwyczaj malownicze, ale ogromnie trudne do sfilmowania.
Po dwóch dniach wiem, że zrobiłem krok, tylko jeden. Jeszcze wielokrotnie będę musiał przyjeżdżać do Czochy i Leśnej, już z reżyserem (którego jeszcze nie wybrałem), ze scenografem i dekoratorem wnętrz (których jeszcze nie mam) i operatorem (o którym nic nie wiem). A za wieloosobowe i wielodniowe przyjazdy będę płacił z własnej kieszeni, gdyż telewizja nie podpisała jeszcze umowy. A nie mogę czekać, aż podpisze, gdyż zabraknie czasu na przygotowanie realizacji.
Wracam do Warszawy analizując przeszkody. Postanawiam oprzeć się na ludziach, z którymi przez wiele lat robiłem „Sensacje”. Wiem, że mnie nie zawiodą: specjalista od broni i pojazdów, rekwizytor, garderobiani. Nie wiem, że próba wprowadzenia tego zamysłu w życie natrafi na przeszkodę: telewizja nie zgadza się, aby etatowi pracownicy byli zatrudniani przez zewnętrznego producenta. Dlaczego? Ano jakiś urzędnik tak wymyślił, gdy mu się nudziło. To jedna z wielu, wielu urzędniczych przeszkód, które trzeba będzie pokonać.
Wciąż nie mam pomysłu na reżysera. Czasami myślę o Adku Drabińskim, który zrobił ze mną kilkanaście „Sensacji”. Tam się sprawdzał, ale były to proste scenki, czasami jakaś większa scena batalistyczna. Czy ogarnie 13 godzinnych odcinków?
Na stacji benzynowej pod Wrocławiem zatrzymuję się na kawę. Mężczyzna, który wysiada z samochodu wita się ze mną przyjaźnie. Chwila zastanowienia („skąd go znam?”) jest całkowicie usprawiedliwiona: 25 lat temu studiowaliśmy reżyserię! Opowiadam mu o przyczynach mojej podróży w te strony.
- Szkoda, że wypadłem z zawodu – mówi, - ale nasi koledzy wyrośli od tamtego czasu. To świetni reżyserzy.
Ma rację, na tych studiach był Waldek Krzystek, Krzysiek Lang, Małgosia Kopernik, PIotr Łazarkiewicz. Robią filmy fabularne i teatry telewizyjne, potrafią pracować z aktorami. Dobry pomysł. Może rozwiążę mój największy dylemat. Godzinę później odbieram telefon z Warszawy: Paweł Małaszyński przeczytał książkę „Twierdza” i zgodził się zagrać główną rolę! Tak, film zaczyna żyć.
i słowo ode mnie. ja czytałam książkę, znając już obsadę TTS i dla mnie Jorg to Paweł Małaszyński. Tak jak Czerny to Grabowski czy Beer to Szyc...A jeśli jeszcze chodzi o Pana decyzję Panie Bogusławie, to cieszę się, że Pan dostrzegł to "coś", bo ja też to chyba widzę:) I po spotkaniu z Jorgiem na kartach powieści, mam nadzieję,że ta postać stworzona na ekranie przez Pana Małaszyńskiego znajdzie swoje miejsce w kanonie serialu polskiego.
PS do Agnieszki: w wywiadzie PM stwierdził ze wszedł w projekt bez czytania scenariusza, ale o ksiazce nie wspominał;)
drogi kk...nie wiem czemu taki pomysl by zatrudnic PM w tej roli ale decyzja chyba byla dobra...zreszta czas pokaze..
