| Archiwum: Wrzesień 2007 |
Finanse
To moje największe zmartwienie. Budżet, jaki wyznaczyła Telewizja na potrzeby filmu kostiumowego i realizowanego tak daleko od Warszawye jest niewielki. A ja chciałbym odtworzyć atmosferę tamtych dni, a to oznacza wynajęcie pojazdów, kostiumów, budowę dekoracji, wielu statystów. Pierwsze podliczenie wypada fatalnie. Właściciele zabytkowych pojazdów żądają 1500 zł za dzień zdjęciowy jednego pojazdu. Sławek Cisowski, który jest konsultantem i znawcą Czech poznaje mnie z Franiskiem Kochem, zwalistym Czechem, właścicielem firmy zajmującej się wynajmowaniem zabytkowych pojazdów: 800 złotych za dzień zdjęciowy! NIe ma to jak konkurencja. Ceny u naszych od razu kolekcjonerów spadają! A marzy mi się sprowadzenie czołgu Tygrys z Czech. Ale to kosztuje osiem tysięcy złotych za dzień zdjęciowy. Na razie mnie na to nie stać. Krzysiek Kłoskowski, szef poznańskiej (!) firmy "Hero Collection" szyjącej mundury daje duże upusty (po starej przyjaźni). I tak krok po kroku dopinamy budżet. Niestety oszczędności rodzą niebezpieczeństwa. Przyjmuję ofertę firmy Gałach z Łodzi, która ma uszyć 10 kombinezonów dla płetwonurków model 1945. Oferta jest oczywiście najtańsza, ale właściciel, jakby nigdy nie wchodził do wody, dostarcza kombinezony ze szwami nie uszczelnionymi. Nie zauważam tego, ale podczas zdjęć woda wlewająca się do kombinezonów przysporzy ogromne kłopoty.
Początek listopada 2005 roku. Kolejny wyjazd dokumentacyjny, tym razem z ekipą w dużym zestawie: jest już reżyser, jest scenograf Wojtek Saloni Marczewski, jest dekoratorka wnętrz Jola Dłuska. Tylko nie ma podpisanej umowy, a więc są to ludzie, którzy mi uwierzyli, że film ruszy i zainwestowali swój prywatny czas. Nic więcej nie mogą zrobić.
W Książu zaczyna padać śnieg. W ciągu jednej nocy nasypało kilkanaście centymetrów! Ogarnia mnie złość, że nie możemy kręcić w tak bajkowej pogodzie: słońce, minus trzy i skrzący śnieg. Wszystko na co patrzymy wygląda fenomenalnie. A my możemy tylko patrzeć i podziwiać. Muszę opracować nowy harmonogram. Wiem, że nie zdążymy rozpocząć zdjęć w zimie. Najbardziej realna wydaje się wiosna 2006 r. Potem trzeba będzie zrobić dwumiesieczną przerwę i drugą część zdjęć rozpocząć jesienią 2006 roku, licząc, że pogoda będzie równie piękna. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy jak dewastująca jest przerwa w zdjęciach. Przekonam się o tym boleśnie za kilka miesięcy, gdy będę musiał wejść w konflikt z moimi najbliższymi współpracownikami.
Zespół aktorów jest już prawie skompletowany. Same gwiazdy! Nikt nie odmawia, choć doskonale wiedzą, że czeka ich bardzo trudna praca. Odnoszę wrażenie, że to właśnie zachęca, podnieca smakiem wielkiej przygody. Jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy jak wspaniale będą zachowywać się w najtrudniejszych sytuacjach: Małaszyński (odpowiednio zabezpieczony, ale emocja pozostaje) na 20-metrowym wąskim murze, Karolina Gruszka w zimnej piwnicy, gdzie dusi unoszący się pył; Grabowski, Deląg, Wrzosek, Bosak, Wieczorkowski w przeciekających kombinezonach w lodowatej wodzie podziemnego jeziora.
Wreszcie! 29 grudnia Zarząd telewizji decyduje się na podpisanie umowy producenckiej. Film może ruszyć!
Ustalam, że zaczniemy zdjęcia 27 marca 2006 r. To oznacza, że mamy tylko trzy miesiące przygotowań. To bardzo krótko jak na takie przedsięwzięcie. Zdaję sobie z tego sprawę, lecz nie ma innego wyjscia. Do roboty!
| Dom Zdrojowy w Szczawnie | Zapora złotnicka | ||
Wybranie reżysera nie posuwa organizacji ekipy do przodu, choć liczyłem, że będzie inaczej. Wciąż brakuje operatora, scenografa, dekoratora wnętrz, a więc ludzi ogromnie ważnych dla filmu. Odnoszę wrażenie, że szczególny ruch na telewizyjnym podwórku stworzył bardzo trudną sytuację. Ruszyła produkcja tak wielu seriali, że zaczyna brakować ludzi. Na szczęście nie mam kłopotów z aktorami; wszyscy, do których zwracam się z propozycją udziału w "Twierdzy" zgadzają się bez wahania, choć doskonale wiedzą, że czeka ich bardzo trudna praca setki kilometrów od Warszawy, słabe hotele, zdjęcia w nocy, w deszczu, śniegu, na mrozie w mundurach, które nie dają ciepła. W rezultacie casting obejmuje tylko tych, których musimy zobaczyć w mundurach, sprawdzić czy na nich "dobrze leżą". Szczególnie ważna jest sprawa doboru aktorek. Ról kobiecych jest niewiele, są trudne, tym bardziej wybór musi być doskonale trafiony. Właściwie powinny to być zdjęcia próbne, ale na to nie ma pieniędzy. Na szczęście zaprzyjaźniona firma "Hero" Krzyśka Kłoskowskiego (z Poznania!) przysyła mundury. Paweł Małaszyński, nie pytając o honorarium, przychodzi na wszystkie castingi, aby partnerować koleżankom i kolegom. To bardzo ułatwia casting. Sławek Małyszko, drugi reżyser staje za kamerą video. Rusza casting.
[Dołączam fragment nagrania z castingu, po uzyskaniu zgody wszyskich filmowanych tam aktorów].
Pierwotny termin rozpoczęcia tzw zdjęć uciekających, jaki wyznaczyłem na październik wydaje się już nierealny. Mam jeszcze nadzieję, że uda się rozpocząć zdjęcia w styczniu 2006 roku. Zima zapowiada się piękna, a to ogromnie ważne dla filmu. Wszystko zależy od tego kiedy Zarząd TVP podpisze umowę. Okazuje się, że sprawa musi nabrać mocy urzędowej. Mijają tygodnie... NIe mogę tracić czasu. Wyruszamy na Dolny Śląsk, aby wybrać miejsca zdjęciowe (choć wciąż nie ma operatora) i przeprowadzić casting w teatrach w Jeleniej Górze, Opolu i Wałbrzychu.
Złe wieści
Koniec lipca 2005 i zaczęły się schody. Opóźniają się zdjęcia Waldka Krzystka i szansa, aby zają się serialem spada do zera. Dwaj inni reżyserzy odmawiają, gdyż mają już podpisane umowy. Coraz częściej myślę o Adku Drabińskim. Dwa lata wcześniej oddałem w jego ręce reżyserowanie scen aktorskich "Sensacji XX wieku". Jest bardzo sprawny, ale próby zbudowania napięcia kończyły się fiaskiem. Myślę, że może było to wynikiem bardzo ograniczonych środków na realizację "Sensacji", a w filmie będzie lepiej. Sprawdzam jego artystyczne cv. W minionych dziesięciu latach zrobił dwa filmy. Znajduję recenzje: tylko Jacek Szczerba pisał dobrze, pozostali recenzenci uznali filmy za artystyczną klapę. Muszę jednak podjąć decyzję natychmiast, żeby obronić planowane terminy. Proponuję Adkowi reżyserię serialu. Zgadza się bez wahania; mówi "czekałem na to. Będziesz miał lojalnego partnera". To ważne słowa. Uwierzyłem. Nie ma jednak żadnych propozycji ludzi, z którymi ma pracować: operatora, scenografa, kostiumografa.
Ja uważam, że należy oddać kamerę w ręce Waldka Szmidta. Pracuję z nim od dawna. Wiem, że jest doskonałym operatorem, ale nigdy samodzielnie nie robił tak dużego filmu. Czy wytrzyma napięcie, stres, bardzo ciężką pracę przez sto dni zdjęciowych? To ogromne wyzwanie.
Kolejne złe wieści: pierwsza próba zmierzenia się z budżetem wykazuje, że szanse na zdjęcia w Normandii i Paryżu są bardzo niewielkie. Muszę więc wrócić do pisania nowych scen w scenariuszu, a to jest jak wieża z kart, gdy wyjmie się jedną inne zaczynają się sypać. Skoro jest reżyser musimy jak najszybciej wyruszyć na dokumentację, a by wybrać miejsca zdjęciowe. tyle, że z nami powinien pojechać operator i scenograf.
Boję się opóźnienia, ale czuję się bezradny. Czyżby do filmu wkradł się Jadzio?
