Wstyd
Siedzę sobie nad strukturą służb kryptologicznych III Rzeszy i myślę: ależ to wstyd! W III Rzeszy każdy z najwyższych urzędników (Goering, Ribbentrop, Frank, Goebbles) mieli własne służby wywiadowcze, które podsłuchiwały innych, podlądały, otwierały korespondencję i szyfrowały własną. A w IV RP, 60 lat po wojnie co? Minister Ziobro z dyktofonikiem (dobrze chociaż, że za służbowe kupiony) w kieszeni, poinstruowany przez kolegów (jeszcze gorzej!) jedzie do wicepremiera, aby nagrać. Zamiast podnieść słuchawkę i wydać polecenie własnej służbie: nagrajcie mi Leppera. Myślę, że to dlatego, iż PIS za krótko był u władzy i ministrowie nie zdążyli zorganizowac własnych służb. A tak na marginesie: wyznanie ministra sprawiedliwości (GW 23.08) o tym, że mieszkał przez kilka miesięcy z kolegą (i żywił go), a nie śmiał wyrzucić, a gdy to zrobił to tamten go szantażował (ciekawe czym?) może być niebezpieczne dla państwa. A co będzie, gdy wywiad np. rosyjski znajdzie tego kolegę i nagra? No właśnie, przydała by się własna służba.
Kiedy przyjechali na miejsce, była już noc, udali się więc do hotelu. Od samego rana mieli bowiem zaplanowane spotkania z najważniejszymi oficjelami w Niemczech, w tym z prezydentem Kohlem. Umówili się też na zbiórkę w holu hotelu o godz. 7.00, kiedy to miał po nich przyjechać przedstawiciel gospodarzy.
I tak się stało - wszyscy z samego rana stawili się na dole. Na miejscu zastali już wspomnianego gospodarza - bardzo wysokiego urzędnika administracji Kohla. Brakowało tylko jednej osoby - właśnie J.K. Panowie czekali 10, 15 minut, aż w końcu ktoś poszedł zapukać do pokoju J.K. Myślano bowiem, że człowiek po prostu zaspał. Pukanie nic jednak nie dało - J.K. bowiem w pokoju po prostu nie było. Facet zniknął! Obsługa hotelu nic nie wiedziała, stojący pod hotelem taksówkarze również. Wszyscy zrobili się nerwowi, biegali po okolicy i szukali J.K. Na nic. A czas nieubłaganie biegł i zbliżała się godzina zaplanowanej audiencji u prezydenta Niemiec. W końcu Polacy byli tak zdesperowani, iż chcieli wzywać policję i niemieckie tajne służby, ponieważ J.K. prawdopodobnie ktoś porwał. Gospodarze za to starali się uspokoić towarzystwo przekonując, że wszystko na pewno szybko się wyjaśni.
Kiedy panowie tak sobie debatowali w holu hotelu i naradzali się, co robić, nagle w drzwiach pojawił się J.K! Jego wygląd wstrząsnął kolegami z delegacji, gospodarze zato wydawali się dziwnie spokojni - rozczochrane włosy, nieogolona twarz, wory pod oczami, wymięta, brudna i sponiewierana koszulka, ubłocone spodnie. J.K. wyglądał, jakby przez całą noc nieźle balangował, a na końcu ktoś mu spuścił łomot. - On chyba dopiero co wyszedł z burdelu - skomentował jeden z Niemców towarzyszących Polakom. - Jeżeli już, to męskiego - dodał drugi, ten od Kohla.
Mój znajomy pomyślał sobie natomiast sobie, że Niemcy muszą być jednak doskonale zorientowani w kulisach polskiej polityki i słabych punktach naszych decydentów.
"Czy ten skurczybyk Ziobro nagrywał także nasze rozmowy? I inne, dwuznaczne sytuacje, w których obaj się znaleźliśmy?"
To drugie pytanie tak a propos wspomnianego przez Bossa faktu zamieszkiwania Ziobry z kolegą.
A juz widok Ziobry wyciagajacego z wielkim namaszczeniem dyktafon na konferencji (umiejetnie budujac przy tym napiecie, niczym prestidigitator) a nastepnie chwalacego sie jak chlopiec jak to mu sie udalo nagrac "brzydkiego" Leppera - to byla dla mnie calkowita zenada...
O tempora, o mores :-(
Oszczeniła się suka miała szczeniąt dziesięć .
Dziewięć była w PiSie , a jeden w Platformie . Patrzy suka po miesiącu - 10 sztuk jest w Platformie ani jeden w PiSie . Bo szczenięta na oczy przejżały i się z PiSu wypisały .
A. Manipulacja mediów
B. Manipulacja Rosjan
C. Sprawka układu
D. Sprawka ZOMO
E. Sprawka homoseksualistów
.
.
.
Z. Wina PO.
A poza tym Ziobro powie, że nigdy nic takiego nie miało miejsca, nigdy o niczym nie mówił, a wiarygodność GW i jej redaktora naczelnego pozostawia wiele do życzenia.
A potem wymyśli się kolejną sprawę, aby zatuszować "fałszywe informacje obcego wywiadu".
A później wstanie kolejny piękny dzień i szczęśliwa rodzina ze spotu reklamowego PiS pójdzie do pracy czy szkoły w nowej, IV RP.
