Nauczycielka
Przyglądam się polityce i zastanawiam się czy historia nie zatoczyła koła. Niestety jest to historia stalinizmu, bez wątpienia władzy nadzwyczaj skutecznej. Tak bardzo skutecznej, że przetrwała, z bardzo niewielkim zmianami, przez 70 lat. Jedną z głównych metod długowieczności tej władzy było odpowiednie poświęcanie członów władz (rządu i partii). Na pierwszym miejscu na liście przeznaczonych do poświęcenia znaleźli się dokooptowani, czyli nie związani z partią, potrzebni czasowo, tylko na pewnym etapie budowy nowego ustroju. Do nich należeli tzw. pagońszczycy, czyli carscy oficerowie, potrzebni Armii Czerwonej, gdy tworzyła swoją siłę. Dochodzili nawet do najwyższych zaszczytów, jak Tuchaczewski mianowany jednym z pierwszych marszałków ZSRR. Wiernie służyli, chwalili nową władzę, ale ich wartość polegała na tym, że łatwo można było ich oskarżyć i zrzucić na nich odpowiedzialność za błędy władzy. Ich zlikwidowanie nie było dla partii bolesną amputacją. Tuż za nimi stał drugi krąg skazanych; można ich nazwać naiwniakami. Nie ciążyła na nich klątwa pochodzenia lub działania za minionego ustroju, a może nawet walczyli z poprzednim ustrojem (jak eserowcy). Biedni wierzyli, że władza dała im stanowiska za walkę, zasługi i wierność. Mylili się. Byli potrzebni, aby wygrać ich wierność w partyjnych rozgrywkach, a w odpowiednim momencie wskazać ich jako winnych, zamiast prawdziwie winnych, którzy byli nietykalni. Trzeci krąg, to najbardziej zasłużeni w budowaniu nowej władzy: tacy jak Jagoda czy Jeżow, bezwzględni, oddani idei, dokonujący największych draństw w przekonaniu, że działają dla dobra narodu. Oni też szli pod nóż, gdyż poświęcenie ich pozwalało władzy oczyścić się i powiedzieć narodowi: patrzcie ludzie, to nie my dokonaliśmy gwałtów na prawie, to oni, ale my zorientowaliśmy się w odpowiednim czasie i usunęliśmy ich; zostaną osądzeni z cała surowością prawa, które łamali. I szli przed pluton egzekucyjny. Nad tym unosiła się korona nietykalnych. Co ciekawe byli to ludzie całkowicie bezwartościowi, przynoszący szczególnie duże szkody narodowi jak Woroszyłow czy Budionny. Oni przetrwali nawet swojego pana. Stalina.
Najgorszym scenariuszem jest dojście do koalicji PO-PiS. Wtedy wszystkie afery pójdą w zapomnienie, nikt nie będzie ich ruszał. Platforma i PiS podzielą się służbami, które poczują się tak silne i bezkarne, że nikt nie będzie już w stanie nad nimi zapanować. Dziennikarze też nagle zmienią front - dojdzie przecież do tak wymarzonej i oczekiwanej przez nich od dawna koalicji! Nie będą już krytykować władzy, tropić niegodziwości rządzących i przyznają duuuuuży zapas zaufania nowej ekipie. Stojący za mediami biznes ucieszy się niezmiernie, ponieważ do władzy dojdzie tak oczekiwany przez nich, ultraliberalny układ, który nie da zrobić niczego złego "rynkowym przemianom".
Co więcej, PiS wcale nie stanie się bardziej cywilizowany, ale to Platforma zbrunatnieje, tak jak to się stało w czasie kampanii wyborczych 2005 r. Rządzące partie będą się prześcigały w pomysłach na zmianę konstytucji, różne lustracje, dekomunizacje i rozliczenia. Tym razem jednak będą miały zdecydowaną większość. I to konstytucyjną.
Bracia mogą też w ogóle władzy nie oddać. Bez względu na wszystko
Ja nawet w pewien sposób współczuję Stasiakowi.
