| Kategoria: Czasy współczesne |
Wstyd
Siedzę sobie nad strukturą służb kryptologicznych III Rzeszy i myślę: ależ to wstyd! W III Rzeszy każdy z najwyższych urzędników (Goering, Ribbentrop, Frank, Goebbles) mieli własne służby wywiadowcze, które podsłuchiwały innych, podlądały, otwierały korespondencję i szyfrowały własną. A w IV RP, 60 lat po wojnie co? Minister Ziobro z dyktofonikiem (dobrze chociaż, że za służbowe kupiony) w kieszeni, poinstruowany przez kolegów (jeszcze gorzej!) jedzie do wicepremiera, aby nagrać. Zamiast podnieść słuchawkę i wydać polecenie własnej służbie: nagrajcie mi Leppera. Myślę, że to dlatego, iż PIS za krótko był u władzy i ministrowie nie zdążyli zorganizowac własnych służb. A tak na marginesie: wyznanie ministra sprawiedliwości (GW 23.08) o tym, że mieszkał przez kilka miesięcy z kolegą (i żywił go), a nie śmiał wyrzucić, a gdy to zrobił to tamten go szantażował (ciekawe czym?) może być niebezpieczne dla państwa. A co będzie, gdy wywiad np. rosyjski znajdzie tego kolegę i nagra? No właśnie, przydała by się własna służba.
Rewolucja?
Gniew ludu zmiatający władzę. To znamy, ale czy władza może dokonać rewolucji? Tak, to też znamy. Adolf Hitler, po legalnym i demokratycznym przejęciu władzy w 1933 roku dokonał rewolucji likwidując Republikę Weimarską, tworząc III Rzeszę. Miało to być państwo prawe i sprawiedliwe w faszystowskim rozumiemiu, bez homoseksualistów, ludzi nieuleczalnie chorych, Żydów i Cyganów, komunistów i opozycji politycznej.
Rewolucji dokonał Józef Stalin, likwidując republikę bolszewicką stworzoną przez Lenina. Jego Związek Radziecki miał być państwem prawym i sprawiedliwym, w bolszewickim rozumieniu , bez homoseksualistów, ludzi bogatych i szlachetnie urodzonych, Żydów, opozycji politycznej.
Krótko mówiąc obydwie rewolucje różniły się szczegółami wynikajacymi z różnic geograficznych,. Ponadto hitlerowska trwała krócej, gdyż Niemcy to naród bardziej zdyscyplinowany niż Rosjanie, szybciej i sprawniej wypełniali polecenia Wodza.
Obydwie rewolucje dokonane przez władzę doprowadziły do katastrofy, przyniosły dziesiątki milionów ofiar i cierpienia, których nie potrafimy sobie nawet wyobrazić.
A my Polacy, jak to zwykle my, przekorni wobec historii, chcemy, żeby się powtórzyła, oczywiście w naszym polskim, patriotycznym wydaniu.
Nic nowego
Zastanawia mnie wrzawa, jaką minister Ziobro czyni wokół byłego ministra Kaczmarka. Wykazuje bowiem totalny brak znajomości historii, gdyż w przeciwnym wypadku powinien wiedzieć, że to chwyt znany i wielokrotnie wykorzystywany przez 70 laty, a więc powinien wymyśleć jakiś nowy. Władza, stalinowska oczywiście, bardzo lubiła ludzi, którzy mieli w życiorysie coś, co w odpowiednim momencie można było przeciwko nim lub dla dobra tej władzy wykorzystać. W ten sposób głowę straciło wielu polityków z otoczenia Stalina oraz co najmniej kilkaset tysięcy ludzi, którzy uwierzyli, że budują państwo szczęśliwości. Wystarczy przypomnieć Aleksandra Jegorowa, jednego z pierwszych marszałków ZSRR, bohatera walki bolszewików o władzę w Rosji, przyjaciela Stalina i Budionnego. Niestety, dla niego, również oficera carskiej armii. Jego koniec był oczywisty: aresztowany, torturowany, zamordowany. Z ogromnym pożytkiem dla Stalina, który umocnił swoją władzę.
Przynależność pana Janusza Kaczmarka do PZPR była okolicznością nader wygodną. Otóż można było o niej całkowicie zapomnieć i ukryć starannie na wiele lat lub w odpowiednim momencie wykorzystać, choćby po to aby pokazać jak to układ zalągł się w rządzie tak pięknym zwartym, kochanym i skutecznym. Można wyjaśnić społeczeństwu, że klęski tego rządu są wynikiem kreciej roboty takich właśnie ludzi podsuniętych przez układ. Czy to, powtarzajace się określenie "układ" nie przypomina "bloku zinowiewowsko-trockistowskiego"? Może dlatego, że minister Ziobro tak słabo zna hstorię, gdyż zamiast mówić, że Kaczmarek był częścią układu mówiłby, że był częścią "bloku jaruzelsko-michnikowskiego" ("tuskowo-millerowskiego", "geremkowsko- michnikowskiego", "szmajdzińsko-rokitowskiego" - do wyboru)? To mocniej i ładniej brzmi, niż jakiś bezosobowy układ. Stalin to wiedział.
Zgryzota
Tak, Agnieszka ma rację i nie mogę do tego dopuścić, dlatego skasowałem ten wpis. W fali nienawiści, polowania na ludzi, niszczenia tych, którzy (tak jak Marcin Leśkiewicz) mieli odwagę przeciwstawiać się manipulacjom, braku pomocy ze strony tych, którzy są do jej niesienia zobowiązani wyrywają się słowa sprzeciwu i nagany. Niepotrzebnie. Przepraszam.
Śmiesznie i strasznie
O 13:36 napisałem, że jest śmiesznie. Nie minęło kilka godzin, a okazało się, że jest tak śmiesznie, że aż strasznie. Mam więc apel, szczery, z serca płynący: utrzymajcie ten kurs, a do Polski wróci prawo i sprawiedliwość. Mam nadzieję, że wróci.
Śmiesznie jest
Czerwone Gitary, wspaniały zespół sprzed wielu lat śpiewał piosenkę o malarzu nieszczęśliwym, który gdy malował słonia to wychodził koń, albo odwrotnie. Ja, choć postanawiam napisać coś pozytywnego, kreślę obraz czarny. Martwiło mnie to tak bardzo, że kasowałem kolejne wpisy, aż nagle zobaczyłem, że nie piszę "czarno", lecz coś bardzo śmiesznego. Mylę się?
- Ojciec dyrektor nazywa prezydenta, głowę Państwa Polskiego, "oszustem", a jego żonę, pierwszą damę IV RP "czarownicą, która powinna poddać się eutanazji". I co dalej? Ano właśnie...
- Pracownik Kancelarii Prezydenta zostaje oskarżony o handel narkotykami.
- Brat prezydenta oświadcza, że jest z innej gliny, co jest kolejnym osiągnięciem w dzieleniu Polaków przez szefa ich (chciał nie chciał) rządu.
- Szef rządu nie ma konta bankowego, a pieniądze oddaje mamie.
- Przewodniczący komisji sejmowej staje przed sądem partyjnym za to, że usiłował dowiedzieć się czegoś o rokowaniach kluczowych dla Polski od minister spraw zagranicznych, choć to jego obowiązek.
- Prawnicy, którzy apelują "bądźmy prawi" stają się obiektem śledztwa wszczętego na polecenie ministra sprawiedliwości.
- IPN powołany do strzeżenia historii staje się instytucją potulnie wykonującą zlecenie dostarczenia kwitów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a więc ludzi powołanych do strzeżenia konstytucji.
- CBA, której utworzenie pochłonęło miliony, może się pochwalić kilkoma prowokacjami wobec lekarzy.
Czy to nie śmieszne, skoro z tego śmieje się cała Europa? A tworzywo do dowcipów narasta lawinowo. A propos lawiny, przypomina mi się anegdotka sprzed wielu lat: staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy duży krok naprzód. Chyba już zrobiliśmy...
Nauka solidarności
Rząd Jarosława Kaczyńskiego odnosi coraz większe sukcesy w tworzeniu zawodowej solidarności. Bezpardonowe, nie uzasadnione żadnymi względami prawnymi ataki na lekarzy, przeciwko którym wysyłano facetów w kominarkach, zakładano podsłuchy, inwigilowano, zakuwano w kajdanki, aby przeprowadzić przez cały szpital, odrodziły (a może stworzyły?) solidarność w tym środowisku. Być może dr G. zasłużył na potępienie, ale akcja CBA, wsparta słowami ministra sprawiedliwości sprawiła, że wszyscy zrozumieli, iż następny może być każdy. I tak się stało. Nastąpiły kolejne ataki. Bardziej bezwzględne i brutalne, gdyż tam gdzie nie było dowodów sięgnięto po prowokację. Czy nie przypomina to "dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie"? Albo "nie ma niewinnych, są tylko źle przesłuchiwani"? (To dziwne, ale w tzw. IV RP porównania do przeszłości nasuwają się same).
Dlatego warto spojrzeć na ten wielki strajk nie jako walkę o pieniądze, lecz o szacunek i uznanie, na jakie ci ludzie ogromnie sobie zasłużyli.
Coś o wenezuelskim policjancie
Na małym lotnisku w Wenezueli policjant patrząc na mój paszport z trudem usiłował uzmysłowić sobie co to za kraj "Polska". Nagle rozpromienił się "Walesa! Walesa!". Dla niego Polska to był Wałęsa. Iluż Polaków w minionym stuleciu stało się symbolami Polski, rozpoznawanymi w każdym zakątku świata? Oczywiście Jan Paweł II. I kto jeszcze? Ano właśnie...
Na lotnisku w Gdańsku szefowa tamtejszego ośrodka tv kazała zasłonić nazwisko Wałęsy, żeby nie kłuł w oczy prezydenta . No cóż, wiernie wyczuwa nastroje: skoro prezydent Kaczyński nie życzy sobie obecności Wałęsy w czasie powitania Busha, to sygnał, że należy zatrzeć wszelkie ślady. Scenograf na plan, zastawki ustawić!
To jednak nic w porównaniu z brutalnymi atakami, zarzutami, których nie sposób powtórzyć. Chciałoby się powiedzieć: jakież to polskie. Ale to nieprawda. To właśnie nie jest polskie!
A wenezuelski policjant i tak zna nazwisko Walesa. Chyba inne mu nic nie mówią.
